Jaworzyna Krynicka - pętla przez schronisko
Uprzedzając tłumy, które wyruszą na majówkę, my, końcem kwietnia, wyskoczyliśmy na dwa dni do Krynicy, żeby zdobyć dwa szczyty Beskidu Sądeckiego. W pierwszym dniu postanowiliśmy wyjść na Jaworzyną Krynicką. Wyruszyliśmy pod dolną stację Kolei Linowej na Jaworzynę i zaparkowaliśmy na pobliskim parkingu (współrzędne GPS: 49.4186489N, 20.9274106E). Parking poza sezonem narciarskim jest pusty i darmowy.
Z placu postojowego wychodzimy w prawą stronę. Przechodzimy obok stacji kolei i wchodzimy na zielony szlak, który poprowadzi nas do Schroniska PTTK. Przez 700m idziemy wzdłuż drogi asfaltowej, a potem wchodzimy na szutrową drogę leśną.
Teraz przed nami 4km do schroniska. Droga cały czas wznosi się do góry, ale nie jest to jakiś stromy wznios. Najpierw idziemy wzdłuż strumienia prostą trasą, później droga zaczyna się trochę kręcić. Na tym odcinku pokonamy około 300m przewyższenia.
Pokręciliśmy się trochę po serpentynach i doszliśmy do momentu gdzie szlak skręca ostro w lewo, a za zakrętem kryją się długie betonowe schody. Prowadzą one prosto do schroniska. Nieopodal wejścia na schody znajduje się Jaworzyński Ośrodek Historii Turystyki Górskiej. Po drodze mijamy drewniany pomnik Jana Pawła II (gdyby nie podpis można by go nie poznać) i dochodzimy do budynku. Wchodzimy do schroniska, żeby przybić pieczątki do książeczek.
Ze schroniska idziemy dalej zielonym szlakiem w kierunku wyciągu "Siódemka" (na mapy.com w lipcu 2026 zielony szlak przebiega wzdłuż drogi gospodarczej co nie jest prawdą). Dochodzimy do stoku i idziemy nim w stronę szczytu Jaworzyny. Czerwony szlak (GSB) biegnie skarpą po prawej stronie stoku, więc jak będziecie tutaj zimą to, żeby nie przeszkadzać narciarzom, kierujcie się prosto na skarpę.
Gdy dojdziemy na koniec, a w zasadzie na początek stoku, to będziemy dokładnie na szczycie Jaworzyny Krynickiej. Przed nami pokaże się górna stacja kolei linowej, przed nią charakterystyczne serduszko-ławeczka do robienia zdjęć, a po naszej prawej stronie tabliczka szczytowa. Na dachu stacji znajduje się platforma widokowa, ale wejście na nią kosztuje 18(!)zł - odpuściliśmy sobie tę przyjemność. Dalej w głąb trasy znajdują się pomniki niedźwiadków, a za nimi kilka budynków - w nich restauracje oraz miejsca noclegowe. Z darmowych widoków dostaniemy na Jaworzynie panoramy głównie na Beskid Niski, jeżeli zapłacimy możemy pooglądać również Tatry czy Beskid Sądecki.
Schodzimy ze szczytu. Idziemy dalej za czerwonym szlakiem, za pierwszą restauracją skręcamy w lewo w drogę, która prowadzi do schroniska gdzie niedawno byliśmy. Ale my do schroniska nie idziemy. Po około 200m skręcamy w prawo w niepozorną, wąską ścieżkę.
Teraz przed nami 1km wędrówki wąską, krętą ścieżką pomiędzy zaroślami. Obok nas, nad drzewami przejeżdżają wagoniki kolei linowej.
Ścieżka ta doprowadzi nas do Diabelskiego Kamienia - pomnika przyrody nieożywionej. Wiąże się z nim piękna legenda o rycerzu z Muszyny i pasterce z Krynicy. Można ją przeczytać na miejscu, gdyż jej treść znajduje się na tablicy stojącej tuż obok kamienia.
Kawałek za kamieniem wychodzimy z pomiędzy drzew i wchodzimy na stok. Nie wiem jak to wygląda w zimie, ale szlak biegnie teraz środkiem trasy narciarskiej. Przy okazji trafiają się nam całkiem ładne widoki na Beskid Niski.
200m dalej czerwony szlak odbija w prawo i wchodzi do lasu. My tutaj go opuszczamy i schodzimy ścieżką biegnącą wzdłuż stoku w kierunku dużego zbiornika z wodą.
Po minięciu zbiornika został nam już ostatni, najbardziej stromy odcinek stoku. Po przejściu go omijamy budynek stacji kolei od lewej strony.
I w ten sposób doszliśmy do ulicy, przy której leży nasz parking kończąc dzisiejszą wędrówkę. Według zegarków pokonaliśmy 9,4km (trochę się pokręciliśmy na szczycie) i 492m przewyższenia. Całość zajęła nam równe 3 godziny. Według mapy trasa liczy 8,5km i 460m przewyższenia, a czas na jej pokonanie to niespełna 3,5 godziny.
Kolejny krok zrobiony, kolejny szczyt dorzucony:
DPG - 22/80
Zapraszamy na kolejne opisy!




































Komentarze
Prześlij komentarz