Lubań - pętla z Kluszkowców

 

Uwaga! Będzie zimno! Nadszedł Poniedziałek Wielkanocny, dzień wolny, trzeba było to wykorzystać. W poprzednim roku wybraliśmy się na Radziejową, teraz wybór padł na Lubań w Gorcach. To nasza druga wizyta na tym szczycie i tak jak na poprzedniej wycieczce na Żar - wracamy po zdjęcia. Poprzednio wychodziliśmy z Ochotnicy Dolnej. Tym razem zawitaliśmy do Kluszkowców, a konkretnie do ośrodka narciarskiego Czorsztyn Ski, skąd rozpoczniemy wędrówkę. Samochód zostawiamy na jednym z wielu parkingów znajdujących się pod wyciągami. Jest już po sezonie, więc jest pusto. Wybieramy miejsce położone najbliżej wejścia na naszą trasę (współrzędne GPS: 49.4596581N, 20.3149350E).

 Wyruszamy asfaltową drogą, która rozpoczyna się zaraz za budynkami hotelowo-restauracyjnymi i pnie się w górę pomiędzy wyciągami. Można iść drogą, a można na skróty po śniegu przez stok.


Po pokonaniu wzniesienia znajdziemy się pod Karczmą Koliba, koło której przejdziemy, żeby dojść do biegnącej za nią ścieżki. Tam przebiega droga z niebieskim szlakiem, w którą skręcimy w lewo. Szlak zaprowadzi nas na sam szczyt.


 
Kawałek dalej przejdziemy bokiem polany, z której rozciągają się miłe widoki na niższe szczyty Gorców. Później czeka nas przejście przez krótki wąwóz, a za nim znajdziemy kapliczkę św. Joanny Beretty Mollo, która pięknie komponuje się z tłem wieży widokowej na Lubaniu.


Po niespełna 2km wędrówki wchodzimy w las i tak już będziemy wędrować aż pod szczyt. Im wyżej jesteśmy tym robi się coraz bardziej biało. Momentami roztapiający się i miękki śnieg jest na głębokość powyżej kostek co niemiło odczuwamy w naszych butach ;)



Po przejściu obok szczytu Kuternogowa, gdybyśmy mieli wątpliwości, w którą stronę mamy iść, napotykamy na takie bardzo pomocne ułatwienia ;)


Po 4km marszu dochodzimy do ruin bacówki gdzie robimy ostry skręt w lewo.
 
 
Za ruinami szlak niebieski łączy się z zielonym. Przed nami ostatnie ostre podejście. A po drodze spotkamy jeszcze niespodziankę z kategorii: "jak to się tutaj znalazło?". Chodzę już trochę po górach, ale jeszcze pewne rzeczy potrafią mnie zaskoczyć...
 

 Mniej więcej w połowie 300 metrowego podejścia, na którym pokonamy 100m przewyższenia, ścieżka rozchodzi się na dwie. Szlak idzie tą lewą, a my idziemy tą prawą. Ścieżki niczym się nie różnią, a skróci nam to drogę o kilkadziesiąt metrów. Podejście w gęstym i topniejącym śniegu nie jest łatwe. Buty się ślizgają, więc zakładamy raczki, które w tych warunkach niestety niewiele pomagają.
 

 Po wspinaczkowych trudach docieramy pod duży drogowskaz przy rozejściu szlaków pod szczytem. Parę kroków dalej znajduje się baza namiotowa pod Lubaniem. Zatrzymujemy się tam pod wiatą na krótki odpoczynek.


 Po podładowaniu baterii kierujemy się w stronę szczytu i wieży widokowej, do której jest już tylko rzut beretem. 

 Z wieży rozciągają się piękne widoki na wszystkie otaczające pasma górskie. W kierunku południowym na pierwszym planie widzimy Jezioro Czorsztyńskie oraz Pieniny, a za nimi Tatry. Na wschód rozciąga się Beskid Sądecki. Na północy Beskid Wyspowy. Na zachodzie Gorce, a w oddali nawet Babia Góra. Niestety tego dnia wiatr był taki, że "urywało głowę" dlatego po wyjściu na drugie piętro konstrukcji zdecydowaliśmy się odpuścić i nie wchodzić na samą górę.

Uciekamy z tego "wygwizdowa". Ponieważ robimy pętlę to przechodzimy obok wieży i idziemy dalej za niebieskim szlakiem, który złączył się z czerwonym i zielonym. Przed nami strome zejście z wierzchołka Lubania - na 400m obniżymy się o ponad 100m. Ciężko schodzi się tutaj latem, a co dopiero zimą po śniegu, ale jakoś musimy dać radę.
 


 Po zejściu z wierzchołka przed nami ponad 1km drogi po płaskim terenie. Do trzech kolorów szlaków dochodzi jeszcze jeden - żółty. Od teraz będziemy się trzymać właśnie jego. Idziemy długą prostą ścieżką, a w oddali przed nami połyskuje biały szczyt Babiej Góry przypominający widok Fudżi z Tokio ;)


 Po pokonaniu płaskiego kilometra żółty szlak odbija w lewo. Trzeba zachować czujność, żeby tego nie przegapić bo drogowskaz jest dość daleko od ścieżki.

 Teraz przed nami 2,5km zejścia żółtym szlakiem. Na początku znowu musimy brodzić w głębokim i topiącym się śniegu oraz błocie zalegającym na ścieżkach. Poniżej 1000m śnieg zanika i robi się coraz bardziej sucho. Zejście nie jest strome, więc idzie się bardzo przyjemnie.


 Po dłuższej wędrówce przez las dochodzimy do dużej polany, z której roztacza się piękna panorama na Tatry. Tutaj opuszczamy żółty szlak, skręcamy w lewo i przechodząc przez polanę kierujemy się do rezerwatu przyrody "Modrzewie". 


 Przechodzimy przez rezerwat, z którego wychodzimy na ulicę Modrzewiową w okolicy dużej drewnianej wiaty piknikowej. Asfaltem schodzimy do pierwszego skrzyżowania delektując się po drodze pięknym widokiem jaki góruje przed nami nad horyzontem.


 Po dojściu do skrzyżowania skręcamy w lewo w ulicę Kamieniarską, która po 700m doprowadzi nas do parkingu pod ośrodkiem narciarskim.


 Przy samochodzie meldujemy się po 3 godzinach i 45 minutach. Według zegarka pokonaliśmy 11,9km i 646m przewyższeń. Mapa trasę szacuje na 11,5km i 603m przewyższenia i daje na jej pokonanie aż 4,5 godziny.

Ilość zdobyczy do Diademu Polskich Gór rośnie powoli ale systematycznie. Na liczniku:

DPG - 20/80 

Kolejne wpisy już wkrótce.. 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rysy ze Słowacji - wędrówka w dwóch aktach

Lackowa - pętla z Izb przez Bieliczną

Turbacz - pętla z Koninek