Zimowa przerwa minęła nam na innych niż górskie aktywności (choć narty to w sumie też w górach). Na szlak wróciliśmy w połowie marca, a naszym celem stał się Żar w Pieninach Spiskich. Byliśmy tam kilka lat temu, ale wracamy po zdjęcie na szczycie. No i po te niezapomniane, jedne z najpiękniejszych jakie do tej pory udało nam się spotkać, widoki na Tatry. Samochód zostawiamy w Dursztynie na ul. Pienińskiej zaraz za ostatnimi domami (współrzędne GPS: 49.4133267N, 20.1951783E). Jest tam na poboczu miejsce na 3-4 samochody, ale Żar nie jest popularnym szczytem, więc nie powinno być problemu z zaparkowaniem. Gdyby jednak taki się pojawił to jakieś 200m wcześniej jest duży parking przy kościele.
Przed nami teraz spacer prostą drogą po asfalcie w kierunku szczytu, prowadził nas będzie czerwony szlak.
Po około 800m asfalt się kończy i zaczyna się polna droga. Dochodzimy do dużego zakrętu, który w dobrych warunkach atmosferycznych można sobie skrócić, schodząc stromą ścieżką po skarpie. Jeżeli ktoś chciałby się zaopatrzyć w oscypka czy inny ser góralskiej produkcji to można odbić w prawo od szlaku i podejść do bacówki. My idziemy dalej szlakiem, przechodzimy w bród przez niewielki potok, a potem zaczynamy się delikatnie wspinać.
Po przejściu około 2km szlak skręca w lewo i zaczyna się 400m podejście, na którym pokonamy aż 150m przewyższenia. Jeżeli ktoś był na Lackowej albo na Waligórze to to podejście jest właśnie "w tym stylu". Śmiało można nazywać je, podobnie jak tamte, ścianą płaczu.
Im jesteśmy wyżej tym bardziej brakuje nam powietrza w płucach, nogi robią się coraz sztywniejsze, ale jak spojrzymy za siebie to aż chce się iść dalej. Między gałęziami drzew zaczynają pojawiać się ośnieżone szczyty Tatr.
Kiedy docieramy na grań widoki są fantastyczne. Od południowej strony piękne Tatry, od północnej jezioro Czorsztyńskie, a za nim Gorce. Skręcamy tutaj w prawo i zmierzając powoli grzbietem do szczytu rozglądamy się to na prawo to na lewo.
Granią prowadzi wąska ścieżka między zaroślami, które co jakiś czas odsłaniają nam widoki. Po około 400m spaceru grzbietem docieramy do niewielkiej skałki zwanej Basztą, obok której znajduje się dziura w ziemi - tzw. Dziura Mutiego. Jest to pionowy szyb skalny, dlatego dobrze jest zachować ostrożność, żeby do niego nie wpaść.
Od Dziury Mutiego do celu zostaje już tylko 200m. Na szczycie znajduje się niewielka wieża widokowa. Niestety widok od strony południowej zasłaniają drzewa. Odsłonięta jest tylko strona w kierunku północnym gdzie możemy oglądać jezioro Czorsztyńskie oraz Gorce. Przy wieży znajduje się też stół z ławkami, więc można przysiąść i odpocząć.
Żeby ominąć to strome podejście przy schodzeniu ze szczytu idziemy kawałek dalej za szlakiem. Zrobimy w ten sposób niewielką pętle. Około 200m za szczytem schodzimy ze szlaku i odbijamy w prawo w ścieżkę prowadzącą przez gęste zarośla.
Po kolejnych 100m dochodzimy do leśnej drogi i robimy ostry zwrot w prawo. Po kilkudziesięciu metrach dojdziemy do polany. Logika podpowiadałaby iść dalej za drogą wiodącą przez polanę aż na pagórek gdzie znajduje się wierzchołek Humbarg (widoczny na zdjęciu za połacią śniegu). Ale my tutaj nie skręcamy w lewo w dół tylko idziemy prosto. Prosto w krzaki.. ;)
Ścieżka jest, mówiąc delikatnie, słabo widoczna. Idziemy nią drugi raz i drugi raz nagle gdzieś nam znika. W każdym razie mamy iść mniej więcej tak jak pokazuje mapa. Po lewej stronie miniemy domek z kilkoma ulami, a dalej można iść "na azymut" aż dojdziemy do porządnej leśnej drogi. To tylko jakieś 150m przez krzaki ;)
Droga ta doprowadzi nas do wielkiej polany, na której znajduje się niewielkie osiedle kilku domków oznaczone na mapie "Za Czarną Górą". Tutaj też spotykamy ostatnie piękne widoki na szczyty Tatr.
Idziemy w kierunku zabudowań. Gdy przejdziemy za domy droga skręca w lewo w dół polany, a potem skręca w prawo. My idziemy prosto przez łąkę skracając sobie drogę po przekątnej. Schodzimy w okolicę ruin domu, który jeszcze 4 lata temu, kiedy byliśmy tutaj poprzednio, choć opuszczony to trzymał się mocno (zdjęcie poniżej). Zaglądaliśmy nawet wtedy do środka. Teraz została po nim tylko kupa desek.
Za "domem" skręcamy lekko w prawo, w kierunku lasu. Ścieżkę w takiej suchej, wiosennej trawie ciężko jest tutaj dostrzec, ale już dalej za pagórkiem zamienia się w leśną drogę. Przechodzimy nią ponad małym potokiem i dochodzimy w okolicę miejsca, w którym zaczyna się "ściana płaczu".
Dalsza część trasy jest nam już znana, szliśmy nią dzisiaj w przeciwnym kierunku. Do samochodu zostało nam około 2km. Dochodzimy do niego po 2 godzinach i 10 minutach wędrówki, pokonując 6,8km i 304m przewyższenia. Według mapy trasa liczy 7km i 269m przewyższenia, a na jej przejście daje 2 godziny i 20 minut.
Rozpoczynamy kolekcjonowanie szczytów w 2026 roku. Stan licznika Diademu Polskich Gór:
DPG - 19/80
Kolejny wpis już niedługo, zapraszamy!
Komentarze
Prześlij komentarz