Jałowiec z Koszarawy - pętla (w deszczu i mgle)

Kilka tygodni temu odwiedziliśmy Koszarawę przy okazji wejścia na Lasek. Wróciliśmy do tej miejscowości, ale tym razem po to, żeby zdobyć Jałowiec - najwyższy szczyt pasma jałowieckiego w Beskidzie Żywieckim. Wędrówkę rozpoczynamy z parkingu przy pętli autobusowej (współrzędne GPS: 49.6711206N, 19.4475133E). Jest to duży i darmowy plac, na którym nie powinno być problemu z zaparkowaniem.
 
 
Z parkingu musimy dostać się do zielonego szlaku. Możemy zrobić to na dwa sposoby. Albo cofnąć się kilkadziesiąt metrów drogą w stronę centrum Koszarawy, albo znaleźć wąską ścieżkę prowadzącą do szlaku przez krzaki. My wybieramy tą drugą opcję.
 
 
Przechodzimy tą ścieżką dokładnie 100m. Doprowadzi nas ona do nowej asfaltowej drogi, którą biegnie wspomniany wcześniej zielony szlak.
 

Skręcamy w lewo i idziemy asfaltem kolejne 150m. Po pokonaniu tego odcinka dochodzimy do szlabanu.
 
 
Tutaj kończy się marsz asfaltem. Przechodzimy za szlaban i po chwili wchodzimy do lasu. Teren zaczyna się bardziej wznosić. Ok. 350m po zejściu z asfaltu dochodzimy do rozejścia dróg. My idziemy cały czas za zielonym szlakiem czyli wybieramy tą po lewej stronie.

 

 Przed nami 2km szlakiem. Trasa cały czas prowadzi przez las, nie jest zbyt stroma. Idzie się przyjemnie choć pogoda powoduje, że od czasu do czasu musimy taplać się w błotku.

Po przejściu 2,5km zielony szlak odbija w prawo, w kierunku szczytu Czerniawa Sucha (to ten widoczny na pierwszym planie na zdjęciu tytułowym tego posta). My odpuścimy sobie wejście na ten szczyt ponieważ dostępny jest bardzo wygodny skrót omijający to podejście. Dlatego też na rozejściu dróg schodzimy z zielonego szlaku skręcając w lewo.

Skrót to kilometrowy odcinek leśną drogą między niewysokimi choinkami. Po drodze musimy pokonać kilka razy duże i głębokie kałuże, w których mieszkają małe czarne koleżanki. Miejscami pomiędzy drzewami, po naszej lewej stronie, możemy dostrzec szczyt Jałowca.



 Po kilometrze dochodzimy do Przełęczy Suchej, dość mocno zarośniętej trawą. Przechodzi przez nią żółty szlak, który doprowadzi nas na szczyt. Na początku czekają nas przeszkody w postaci zwalonego drzewa i kolejnej porcji błota. Jak się z nimi uporamy to przed nami 200m ścieżki przez las. W tym miejscu zaczyna się końcowe podejście na Jałowiec.



 Następnie wchodzimy na Halę Trzebuńską. Wielką polanę, która rozciąga się aż po sam szczyt. Z jej wyższych rejonów rozciągają się zazwyczaj piękne widoki m.in. na Babią Górę. Niestety dzisiaj chmury zawieszone są tak nisko, że jedyne co widzimy za sobą to szczyt Czerniawy Suchej, którą niedawno ominęliśmy.



 Im bliżej szczytu tym chmury robią się ciemniejsze i gęstsze. Zdjęcie pod tabliczką robimy już w padającym deszczu. Na szczycie Jałowca stoi szałas turystyczny, więc pocieszeni prognozą pogody, która mówi, że za 15 minut przestanie padać, postanawiamy przeczekać w nim deszcz. Przy okazji mamy czas dobrze przeglądnąć dostępny tam sprzęt. A znajdują się tam naczynia do gotowania, jest siekiera, zapałki, ktoś nawet zostawił ziemniaki w woreczku. Można przybić pamiątkową pieczątkę oraz wpisać się do księgi gości. Po 20 minutach oczekiwania na pogodę aplikacja pogodowa wskazała, że deszcz ustąpi... za kolejne 15 minut. Postanowiliśmy więc, że wracamy w deszczu. Nie było sensu czekać w nieskończoność. Widoków ze szczytu i tak byśmy nie zobaczyli. Musiała nam wystarczyć tablica ze zdjęciem panoramy.




 Wychodzimy z szałasu, skręcamy w prawą stronę i ruszamy szukając we mgle niebieskich szlakówek. Przed nami kilometr stromego zejścia co w tych warunkach nie ułatwia nam wędrówki. Trzeba uważać, żeby nie zjechać z góry na tyłku.



 Po wypłaszczeniu terenu dochodzimy do drogowskazu gdzie niebieski szlak skręca w lewo. Wchodzimy w trochę zarośniętą ścieżkę i znowu zaczynamy schodzić w dół. Kiedy skończymy zejście wchodzimy na szeroką leśną drogę. Około 800m od drogowskazu szukamy oznaczeń czerwonego szlaku chatkowego, który skręci w lewo (szlak idzie z przeciwnej strony niż my dlatego oznaczenia na drzewach są po stronie dla nas niewidocznej i trzeba oglądać się za siebie ;) ).




Po znalezieniu szlaku z czerwonych chatek przechodzimy dosłownie kilkadziesiąt metrów i wychodzimy z lasu. Znajdziemy się na asfaltowej drodze, która prowadzi między zabudowaniami Koszarawy. Przed nami ostatnie 1,2km drogi do parkingu.




Do samochodu dochodzimy po 2 godzinach i 45 minutach (z prawie półgodzinnym oczekiwaniem w szałasie na zakończenie deszczu). Według zegarka pokonaliśmy 8,5km i 415m przewyższenia. Według mapy trasa liczy 7,8km i 408m przewyższenia. Czas na jej pokonanie to 3 godziny.



Po kolejnej zdobyczy z katalogu Diademu Gór Polskich stan wynosi:

DPG - 26/80

Zapraszamy na kolejne opisy! 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rysy ze Słowacji - wędrówka w dwóch aktach

Lackowa - pętla z Izb przez Bieliczną

Turbacz - pętla z Koninek