Wątkowa z Folusza - pętla z wejściem pod Diabli Kamień


Tym razem przyjeżdżamy do Beskidu Niskiego do miejscowości Folusz. Będziemy stąd rozpoczynać wędrówkę na szczyt Wątkowej - najwyższego wzniesienia w paśmie Magury Wątkowskiej, znajdującego się w Magurskim Parku Narodowym. Trasę rozpoczynamy na niewielkim parkingu w okolicy wejścia do parku (współrzędne GPS: 49.6057175N, 21.3659542E).
 
 
Przed wejściem do parku należy zakupić bilet wstępu do Parku Narodowego w cenie 10zł cały lub 5zł ulgowy. Można je kupić w budce przed parkingiem lub przez Internet na stronie parku.
 
 
Z parkingu idziemy dalej asfaltem wzdłuż potoku Kłopotnica. Prowadzi nas żółty szlak. Po chwili asfalt zamienia się w drogę żwirową. Po przejściu 500m docieramy do pozostałości po starym tartaku wodnym. Widoczne są jedynie fragmenty muru porośnięte mchem.
 


 100m dalej docieramy do małego strumyka, który możemy przejść w bród lub poprzez drewniany mostek. Zaraz za strumykiem na krzesełku siedzi pan, który sprzedaje bilety osobom, które jeszcze ich nie kupiły ;)

Za mostem docieramy do niewielkiej polany, na której znajduje się drogowskaz wskazujący nam dalszą drogę żółtym szlakiem. Jest to też koniec w miarę płaskiego odcinka trasy.

 Z polany przechodzimy wąską ścieżką przez niewielkie zarośla i dochodzimy do leśnej drogi, która nagle robi się stroma. Teraz przed nami 2,5km podejścia, bez chwili odpoczynku. Pokonamy na nim prawie 400m przewyższenia. Na prawdę można się zmęczyć.



 Po tej wspinaczce dochodzimy do skrzyżowania szlaku żółtego z zielonym i przerzucamy się na zielone szlakówki skręcając w lewo. W tym miejscu znajdziemy też ławeczki, które pozwolą nam trochę odpocząć. 

 Stąd do szczytu Wątkowej zostały nam 2km. Będziemy szli grzbietem pasma Magury Wątkowskiej, więc teren będzie już praktycznie płaski. Około 200m od wejścia na zielony szlak znajduje się tabliczka szczytowa Magóry Jasielskiej - jednego z wierzchołka pasma (ciekawe od czego zależy przez jakie "u" piszemy Magura ;) ).


 Mniej więcej na 1km przed szczytem przechodzimy obok wychodni skalnych, jest to jedyna "atrakcja" na tym odcinku trasy.

 Ostatnie 500m przed dotarciem do głównego celu naszej wędrówki znowu będzie pod górkę. Do pokonania mamy około 60m przewyższenia. Szczyt jest w pełni zalesiony, nie ma na nim nic oprócz tabliczki szczytowej z pieczątką.


 Idziemy dalej zielonym szlakiem. 600m za Wątkową dochodzimy do skrzyżowania z Głównym Szlakiem Beskidzkim. Jest to ciekawe miejsce ze względu na to, że znajduje się tam kilka tablic pamiątkowych, tablice informacyjne, schron turystyczny, ławki, termometr, książka pamiątkowa, do której można się wpisać, pieczątka...



 ...ale to co urzekło nas najbardziej to widok na Tatry. Dzięki tablicy można sobie wyobrazić jak mógłby wyglądać gdyby nie drzewa i krzaki, które go zasłaniają ;)

 Po krótkim odpoczynku i napawaniu się widokiem kontynuujemy wycieczkę. 100m dalej zaliczamy kolejny z wierzchołków pasma - Magurę. Tuż za nią zielony szlak skręca w lewo i rozpoczynamy schodzenie w dół.




Teraz rozpoczyna się chyba najnudniejszy fragment trasy. Przed nami 4km drogi w dół. Na początku jest jeszcze w miarę ciekawie, kiedy przechodzimy przez gęsty las wąską ścieżką. Później jednak dochodzimy do szerokiej leśnej drogi, która ciągnie się i ciągnie bez końca.





W końcu dochodzimy do skrzyżowania dróg gdzie skręcimy w prawo. Tam wchodzimy na czarny szlak i czerwoną ścieżkę spacerową. Idziemy tą trasą 500m.





Dochodzimy do drogowskazu, który wskaże nam kierunek marszu do Diablego Kamienia. Skręcamy przy nim w prawo i wspinamy się specyficznym chodnikiem pomiędzy barierkami.




Tymże chodnikiem dochodzimy do wychodni skalnej nazwanej "Diabli Kamień". Swoją nazwę zawdzięcza legendzie. Mówi ona o tym, że w dawnych czasach ludzie budowali coraz więcej kościołów. Nie podobało się to diabłom, którym coraz ciężej było znaleźć jakąś grzeszną duszę. Świątynie budowano też w pobliskim Cieklinie. Diabły postanowiły coś z tym zrobić, poleciały więc na Magurę Wątkowską po wielki głaz i chciały zrzucić go na budowany kościół. Głaz był tak wielki, że diabły nie mogły sobie z nim poradzić, a musiały zdążyć przed świtem. Gdy przelatywały nad górą Kosm, zaczęło świtać, zapiał kur, a diabły straciły swoją moc i głaz wyleciał z ich szponów spadając i rozbijając się na kilka mniejszych kawałków, w miejscu, w którym leży do dzisiaj. W ten sposób kościół w Cieklinie został ocalony.






Obchodzimy Diabli Kamień dookoła po czym wracamy w dół do ostatniego drogowskazu. Tam skręcamy w prawo, przechodzimy przez mostek, następnie schodami w dół i wychodzimy w okolicy budki z biletami gdzie zaczynaliśmy dzisiejszą wędrówkę.



Przy samochodzie jesteśmy po 3 godzinach i 20 minutach. Według zegarka pokonaliśmy 11,7km i 521m przewyższenia. Według mapy trasa liczy 11,4km i 483m przewyższenia, a czas w jakim powinniście ją pokonać to 4 godziny i 10 minut.



Na liczniku Diademu Polskich Gór coraz więcej:

DPG - 28/80

Zapraszamy na kolejne opisy!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rysy ze Słowacji - wędrówka w dwóch aktach

Lackowa - pętla z Izb przez Bieliczną

Turbacz - pętla z Koninek